Młodsze pokolenia adwokatury, dawne sprawy

W wypadku reprezentanta adwokatury III RP Wojciecha Raduchowskiego-Brochwicza można się wahać, czy mówić o nim jako o przedstawicielu palestry, czy o człowieku służb specjalnych. Za kontrowersyjny uznawany jest jego powrót do pracy w adwokaturze po okresie pracy w służbach. Od 1990 roku do pracy w MSW namówił go jego kolega z czasów studenckich, Bartłomiej Sienkiewicz. Przez blisko 10 lat jego praca związana była z resortem. Brochwiczowi powierzono ważną funkcję – sekretarza w centralnej komisji weryfikującej oficerów SB. Dzięki temu miał dostęp do tajemnic, z którymi zapoznało się wąskie grono osób. Na początku lat 90. Brochwicz odbył przeszkolenie w słynnej szkole szpiegów w Kiejkutach. W związku z tym udzielał różnych informacji. W jednym z wywiadów podał w wątpliwość odbycie takiego przeszkolenia.

W 2007 roku Ludwik Dorn z mównicy sejmowej stwierdził, że Wojciech Brochwicz „uosabia patologie służb specjalnych”. Poseł odniósł się do głośnej w 2005 roku sprawy Anny Jaruckiej – asystentki Włodzimierza Cimoszewicza. Dorn mówił w Sejmie, że pamięta, jak w sposób haniebny „załatwiono” kandydaturę Włodzimierza Cimoszewicza.

Anna Jarucka, była asystentka Włodzimierza Cimoszewicza, dostarczyła orlenowskiej komisji śledczej kopię fałszywego, jak się potem okazało, dokumentu. Po burzy, jaką wywołały zeznania asystentki Cimoszewicza, ten wycofał swoją kandydaturę w wyborach prezydenckich. Później wyszło na jaw, że to właśnie Brochwicz, będący wówczas członkiem PO, skontaktował Jarucką ze swoim znajomym Konstantym Miodowiczem, który nagłośnił sprawę w komisji śledczej.

Dom po swoich słowach o Brochwiczu wygrał proces o zniesławienie, wytoczony mu przez prawnika. Także w 2007 roku lider PiS-u Jarosław Kaczyński, odnosząc się do potencjalnej koalicji z PO, mówił: „Nasz warunek jest jeden: nie wpuścimy tam ludzi pokroju Sienkiewicza, Miodowicza czy Brochwicza, bo wiemy, z kim mamy do czynienia. Nie będzie w Polsce rządów pułkowników z naszym udziałem”.

Życiorysy Brochwicza pojawiające się przy różnych okazjach podają różne wersje jego działalności w opozycji w latach 80. Nie wspomina się w nich o tym, że będąc asystentem w filii UW w Białymstoku, znalazł się w zarządzie wojewódzkim ZSMP. Był sekretarzem odpowiedzialnym wówczas za szkolenie ideologiczne i propagandę. Ojciec Brochwicza – pułkownik Raduchowski senior, był szefem studium wojskowego na Uniwersytecie jagiellońskim.

Obrońcą z wyboru osób lustrowanych oskarżanych przez IPN o zatajenie pracy w organach bezpieczeństwa PRL-u jest przedstawiciel młodego pokolenia warszawskiej palestry mec. Łukasz Rapacki (1983). Jego ojciec to znany generał policji Adam Rapacki (1959). Rapacki senior to podobnie jak syn zawodowy prawnik. W rządzie Donalda Tuska generał Rapacki był podsekretarzem stanu w resorcie spraw wewnętrznych. Z Komendą Główną Milicji Obywatelskiej był związany od 1980 do 1988 roku. Wówczas był członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Popularny stał się za sprawą organizowania w latach 90. struktur do walki z przestępczością zorganizowaną.

Adam Rapacki wykazał wielkie zaangażowanie w obronę interesów służb PRL-u. Piętnował wprowadzanie przez rząd PiS-u w 2017 roku cięć przywilejów emerytalnych dawnych funkcjonariuszy bezpieki przewidziane w ustawie dezubekizacyjnej. Były wiceszef MSW najpierw protestował przeciwko temu w kwietniu 2017 roku, zabierając głos na wiecu przed Sejmem w obronie ludzi SB i WSI, „skrzywdzonych” ustawą dezubekizacyjną odbierającą im przywileje emerytalne. Jego żona Ranna Elżbieta Rapacka (1961) pracowała w MSW PRL-u w stopniu kaprala. W 1988 roku zatrudniła się jako maszynistka w Biurze Paszportów MSW w Warszawie.

Innym razem, w programie „Onet rano”, oświadczył, że „posłowie mają krew na rękach”. Mamy już trzy przypadki samobójstw z powodu tej ustawy. Ludzie, widząc, że nie będą mieli środków do życia, targnęli się na swoje życie. Wyślemy nekrologi parlamentarzystom, by wiedzieli, że mają krew na rękach. Zaczynamy żyć w czasach, jak w latach 50. w PRL-u, gdy ludzie bali się wyartykułować swoje zdanie – mówił gen. Rapacki. Nazwał też ustawę wielkim kłamstwem. Stwierdził, że dotknie ona również funkcjonariuszy pozytywnie zweryfikowanych.

Hipokryzję środowiska adwokackiego obnaża też działalność mecenasa Romana Giertycha. Choć przy rządach PO-PSL zdobywał sławę adwokata polityków PO, jeszcze głośniej zrobiło się o nim po wybuchu, za sprawą publikacji „Wprost”, afery taśmowej. Według nagrania, Giertych roztaczał przed dziennikarzem Piotrem Nisztorem perspektywy zarobku na książkach o najbogatszych biznesmenach. „Piotrek, moja ostateczna propozycja: cztery stówy (400 tys. zł) i dziesięć pro (mowa o procentach od tego, co uda się wyciągnąć od Kulczyka)”. Giertych tłumaczył, że proceder będzie legalny. „Ty będziesz pisał. A ja będę, słuchaj, sprzedawał to”. Pytał, czy nie mogłaby powstać książka o Michale Sołowowie. Zadasz mu (Sołowowi) pytanie: czy w 1982 roku przewoził pan biżuterię w odbycie?”. Po skandalu, jaki wywołała treść tej rozmowy, Giertych tłumaczył, że to, co mówił podczas spotkania, było tylko legendą, jakiej użył w rozmowie z dziennikarzem.

Jako zdeklarowany przyjaciel Donalda Tuska i jego rodziny czy Radosława Sikorskiego, został adwokatem Zbigniewa Stonogi, który o politykach Platformy mówił, że to „chamy, s…syny, których będziemy autobusami wozili do prokuratur”. Dopiero, gdy informacje o pracy Giertycha dla Stonogi wyszły na jaw, prawnik zrezygnował z reprezentowania go w sądzie.

W 2015 roku poseł PiS-u Daniel Milewski złożył do władz adwokatury wniosek w sprawie skandalicznego zachowania mecenasa podczas demonstracji KOD-u, skakania przez niego po murku na terenie parlamentu i wykrzykiwania przez megafon haseł nielicujących z profesją adwokata: „kto nie skacze, ten za PiS-em!”, Nikt z palestry jakoś nie wyraził oburzenia z powodu zachowania mecenasa nielicującego Z godnością zawodu.

W kwietniu 2017 roku wydawca tygodnika „Wprost” złożył do Rzecznika Dyscyplinarnego Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie zawiadomienie w sprawie mecenasa Romana Giertycha. Zawiadomienie dotyczy podejrzenia naruszenia przez reguł wykonywania zawodu oraz zasad etyki i godności adwokackiej. Prawnik miał tego dokonać, występując jako pełnomocnik procesowy polityków (związanych z PO) wchodzących na drogę sądową przeciwko wydawcy „Wprost” i jego dziennikarzom, z którymi pozostaje w sporze prawnym. Można wskazać choćby trzy pozwy, które Giertych skierował do sądu przeciwko wydawcy tygodnika. Wniósł też prywatny akt oskarżenia w jednej ze Spraw. Kolejną sprawę sądową założył Romanowi Giertychowi były naczelny „Wprost”.

W zawiadomieniu do ORA wskazano również, że adwokat wypowiada w mediach niedopuszczalne stwierdzenia pod adresem dziennikarzy tygodnika, m.in., że „tworzą zorganizowaną grupę przestępczą”. Jak dowiedzieliśmy się u rzecznika ORA, czynności z tego zawiadomienia trwają. Na razie nie było decyzji zastępcy rzecznika dyscyplinarnego o wezwaniu Giertycha na przesłuchanie.

Z kolei w marcu br. Izba Adwokacka w Warszawie zajęła się sprawą wypowiedzi Giertycha na temat śledztwa dotyczącego katastrofy smoleńskiej, co ujawniła Anita Gargas w „Magazynie śledczym” TVP. ORA wszczęła w związku z tym postępowanie dyscyplinarne. Wypowiedzi Giertycha dyskredytowały prokuratorów prowadzących obecnie śledztwo smoleńskie. Adwokat w swoich opiniach użył stwierdzeń: „,prokuratura przewleka postępowanie, a musi znaleźć jakiś pretekst”, czy „wszystkie ekshumacje mają przykryć traumę jednej osoby”.

 

 

Maciej Marosz, „Resortowe togi”

Konsekwencje nierozliczenia PRL-u – niedowład państwa

Sądownictwo w Polsce nie służy dziś obywatelom, ale sędziom mającym wysoką pozycję zawodową. Sędziowie w Polsce to istna armia ludzi. Na 100 tys. mieszkańców przypada 26 sędziów. W porównaniu, statystycznie w Wielkiej Brytanii – 3,5, w Danii – 6, w Norwegii – 11. Zarobki sędziów są wysokie nie tylko w stosunku do wynagrodzeń w innych profesjach, ale też w porównaniu do pensji sędziowskich w pozostałych krajach Europy. W Polsce średnia pensja sędziego to ponad dwukrotna średnia krajowa. W bogatych Niemczech początkujący sędzia zarabia niecałą średnią krajową. Mniej zarabiają także sędziowie w innych państwach, w tym we Francji.

Tak wysokie uposażenia dla sędziów są niezrozumiałe, gdy odniesiemy je do jakości ich działania czy przewlekłości spraw sądowych, którą odczuł każdy, kto przewinął się przez sądy. – Sprawy w Polsce ciągną się latami, ludzie odbijają się od sądu, w sądach panuje bezduszność, nadmierna urzędowość. Liczba dni od wniesienia sprawy do egzekucji przekracza 830, w sytuacji, gdy ten sam proces na Litwie trwa średnio 210 dni. Widać, jak daleko nam do standardów europejskich – komentował to w 2016 w TVP Info wiceminister Marcin Warchoł.

Wiele uwagi przy reformie wymiaru sprawiedliwości należy poświęcić niedowładowi sądów dyscyplinarnych, szczególnie w sprawach sędziów. W łatach 2011-20 15 do sądów dyscyplinarnych trafiło 310 wniosków, a z urzędu złożono tylko li sędziów. Wobec tego wśród sędziów narastało poczucie bezkarności. Dziś, gdy nie ma już aż tak silnej osłony medialnej i współudziału władz w tuszowaniu wypadków nadużyć dokonywanych przez sędziów, mnożą się wypadki ujawniania zuchwałych przestępstw i wykroczeń dokonywanych przez przedstawicieli zawodów prawniczych.

– Pobłażanie dla tych, którzy złamali prawo albo dopuścili się zaniedbań, jest jedną z głównych przyczyn nieufności wobec sądownictwa – skwitował ten stan minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Uderzające jest zestawienie odsłaniającej się skali zjawiska przestępczości wśród sędziów i innych fachów prawniczych z faktem, że jest to jedna z najlepiej zarobkujących grup społecznych. Budzi to największe obawy o stopień zdemoralizowania wśród wpływowych prawników. Niechęć do rozliczania swojej kasty jeszcze to przekonanie umacnia. Podważa to zarazem w sposób wyjątkowo dotkliwy zaufanie społeczeństwa do całego aparatu państwowego. Wzmaga przekonanie o tym, że jest on niesprawiedliwy, a to z kolei może ośmielać do łamania prawa.

Pozostaje nadzieja, że reforma wymiaru sprawiedliwości będzie na tyle głęboka, że uda się zerwać z patologiami narosłymi przez lata III RP. Reforma sądownictwa przewiduje wprowadzenie kary za przewlekłość w postępowaniu, a także zmiany mające na celu transparentność kryteriów awansów sędziowskich. Nowe przepisy przewidują też losowanie składu sędziowskiego, by orzekanie mogło być zobiektywizowane i by można było uniknąć doboru „odpowiednich” sędziów do konkretnych spraw.

Skoro reforma ma wyeliminować odkładające się od lat nieprawidłowości, które dziś cechują wymiar sprawiedliwości, nic dziwnego, że protestują ci, którzy z tych patologii nauczyli się korzystać. Skoro czerpali zyski przez tyle lat odnowionego po 1989 roku państwa, to dziś, mając do tego aparat w postaci koneksji i wpływów, mogą w proteście krzyczeć najgłośniej.

Maciej Marosz, „Resortowe togi”

 

1 2